Tragiczny w skutkach rajd na sopockim deptaku

posted in: Daily Timelapse | 0
Brawurowa jazda rozpędzonym pojazdem, po miejscach do tego nie przeznaczonych to stały element kina akcji. O ile w filmach takie sceny nikogo nie szokują – w sytuacji kiedy coś takiego dzieje się naprawdę – trudno uwierzyć, że mogło się to wydarzyć. A jednak.

W nocy z soboty na niedzielę, rozpędzona Honda wjechała w spacerujący po nadmorskim deptaku tłum. Ponad dwadzieścia osób zostało rannych, w tym trzy ciężko. Na szczęście obyło się bez ofiar śmiertelnych. Policja przybyła na miejsce, kiedy sprawca został już zatrzymany.

 

 

Z relacji świadków, które przytoczył serwis gazeta.pl można wywnioskować, że trzydziestodwuletni mężczyzna zaczął swój rajd jeszcze przed wjechaniem do Sopotu i wdarciem się w strefę, która była przeznaczona tylko dla przechodniów.

Około godziny 21:30 był widziany na głównej drodze, gdzie zachowywał się jak pirat drogowy; duża prędkość, niebezpieczne wyprzedzanie, wjeżdżanie na pas dla aut jadących z naprzeciwka. Wydarzenia, które miały miejsce chwilę później pokazały, że nie był to jednak zwykły pirat drogowy a ktoś dużo bardziej niebezpieczny.

Samochód sprawcy wbił się na deptak, a następnie kierował się w stronę molo. Ludzie odskakiwali na bok niemalże spod samej maski. Zachowanie auta nie zostawiało żadnych złudzeń – było to jak najbardziej umyślne, a świadkowie zdarzenia porównali to do “koszenia ludzi niczym trawy”. Zanim zakończył się ten horror – Honda zdążyła wjechać na molo, zawrócić i rozbić się na pobliskim drzewie. Przez cały ten czas wyglądało to tak, jakby celem jazdy było tratowanie ludzi.

Nim samochód się rozbił, a rozjuszony tłum wywlekł mężczyznę z jego auta aby dokonać linczu za to co zrobił – próbowano zatrzymać go między innymi ciężkimi ławkami na molo. Nie było to łatwe, auto nawet na molo było rozpędzone do około 100 km/h.

Na miejscu pojawiły się służby ratunkowe; policja, pogotowie oraz straż pożarna. Akcja trwała około pięciu godzin.
Kim był sprawca tragedii? Mężczyzną tuż po trzydziestce, który pochodził z Redy. W trakcie zatrzymania policja pytała czy pił lub coś brał, a jeśli tak to co. Padła odpowiedź – ‘tak, wszystko’. Nie był nietrzeźwy, nie stwierdzono obecności narkotyków – podejrzewa się jednak, że mógł być pod wpływem dopalaczy. Ostateczne wyniki badań będą za miesiąc.

Mężczyzna był już notowany między innymi za pobicia. Za ostatnie wydarzenie grozi mu do dziesięciu lat więzienia – za zakłócanie ruchu na drodze.

Comments

comments